…a może Martwego Zła? Drobna adnotacja; zmieniłem nieco budowę doliny Muminków. Zrobiłem z niej dużą wyspę. Pasowało to do fabuły.
***
Noc zapadła w Dolinie Muminków. Okrągły, niebieski domek stał pogrążony w ciemności, lecz w jednym oknie świeciło się mdłe światło. To Tatuś Muminka pochylał się nad swym kolejnym literackim dziele, które nazwał „Horror w glinie” i było odbiciem jego ponurych snów. Snów o mroźnej wyspie ze skałami, monolitami wysokimi aż do nieba. A przede wszystkim złem czającym się w samym sercu tej przedziwnej krainy. Gdy stawiał kropkę, drzwi do jego biura otworzyły się nagle. Tatuś Muminka wydał zduszony okrzyk, o mało nie wywracając kałamarza, lecz jak się okazało, była to Mama Muminka, która z lampą w ręce i zaspanym wyrazem twarzy oznajmiła;
– Jest już bardzo późno, powinieneś iść do łóżka, bo jutro będziesz zły i niewyspany.
– Już, kochanie, tylko dokończę ostatnie zdanie! – odrzekł Tatuś Muminka.
Z potem występującym na czole pochylił się nad ostatnim zdaniem, które brzmiało; głos unosił się między monolitami i brzęczał mi w głowie – „Mörkö fhtagn! Mörkö fhtagn!” I kiedy wracał do łóżka, był pewien, że również tym razem odwiedzi mroźną, pokrytą śniegiem wyspę. Oraz całym mrokiem wkraczającym w serce. Jednak tej nocy Tatuś Muminka spał spokojnie. Nabrał nawet nadzieję, że po spisaniu swych przeżyć, koszmary nie będą go już prześladować. Mylił się okropnie – koszmary po prostu stały się prawdą.
Rankiem, Muminek wstał raźnie z łóżka, rad z nadejścia nowego dnia. Przylepił się do szyby, wpatrując w sytuację na zewnątrz. Z zaskoczeniem odkrył, że biały płaszcz śniegu pokrywał Dolinę Muminków. Zima nadchodziła. Muminek krzyknął radośnie i niczym ptak zleciał ze schodów wprost do kuchni, gdzie Mama uwijała się przy kuchni, a Tatuś siedział przy stole i czytał jakąś książkę.
– Widziałaś, Mamo? – krzyczał Muminek. – Zima już przybyła!
– Dobrze, ale nim wyjdziesz na zewnątrz, zjesz śniadanie. Muminku! – wołała Mama, lecz Muminek był już na śniegu.
Stał w zimnym puchu. W oddali dostrzegł zbliżającą się Pannę Migotkę. Nie zauważył za to śnieżki, która pacnęła go w tył głowy.
– Ha! Kolejny punkt dla mnie!
Muminek odwrócił się, by dostać kolejny zimny pocisk w twarz. Mała Mi stała na kamieniu ze śnieżkami w zapasie. Muminek strząsnął śnieg z twarzy i wrzasnął;
– Mała Mi! Niech no cię złapię!
Lecz oto nadeszła Migotka. Wpatrywała się w dal, gdzieś poza Muminkiem i Mi. Oni również spojrzeli w tamtą stronę. Na horyzoncie widniały kłęby ciemnych chmur.
– Zbliża się ciemność – szepnęła Migotka.
Razem weszli do domu Muminka i usiedli przy piecu, aby trochę się ogrzać. Muminek był nieco zaniepokojony tymi pogodowymi anomaliami. Podzielił się zatem nimi z Tatusiem Muminka. Zamyślił się mocno, odłożył książkę i wstał.
– Dobrze, zatem pójdę zobaczyć o co chodzi – rzekł.
Wziął do ust fajkę, poprawił cylinder, po czym wyszedł z okrągłego domku. Było chłodno, acz nie do końca mroźnie. Przeszedł kilka kroków w śniegu i w ten sposób okrążył dom. Lecz kiedy ujrzał zbliżające się chmury, po plecach przeszedł mu dreszcz strachu. Ten sam obraz widział we śnie! Wbiegł do kuchni, złapał za płaszcz i ignorując pytania rodziny wybiegł z pomieszczenia. Muminek chciał za nim pobiec, lecz matka go powstrzymała.
Tatuś Muminka biegł do jedynej osoby, która mogła odpowiedzieć na gnębiące go pytania. Stary Paszczak mieszkał w chatce na wzgórzu. Zajmował się nie tylko kolekcjonowaniem drobiazgów, lecz również okultyzmem. W czasie biegu Tatuś Muminka zgubił swój kapelusz, zwiany przez wiatr. Wtedy dojrzał ślady w śniegu, które prowadziły w przeciwnym kierunku, a więc zapewne do jego domu. Lecz wówczas nie przewidywał skutków wizyty tego gościa, gdyż jego myśli zaprzątała wizja spotkania z Paszczakiem.
Spotkał go przy kwiatach.
– Witaj Tatusiu Muminka – rzekł – w czym mogę ci pomóc?
– To długa historia, Paszczaku… – zaczął i opowiedział mu o pogodowej anomalii pod kątem proroczych snów.
Paszczak posmutniał. Podszedł do czarnego kufra, z którego wyciągnął starą księgę w czarnej oprawie. Na okładce widniał czerwony symbol przypominający wyglądem gwiazdę.
– To Necronomicon – oznajmił – księga napisana bardzo dawno temu przez jednego z moich odległych kuzynów.
– Co w niej jest? – spytał Tatuś Muminka mocno zainteresowany.
– Legendy – odpowiedział Paszczak wertując księgę. – Głównie legendy, ale także przepowiednie, rytuały i historie. Obawiam się, że to co przytrafiło się tobie, zdarzyło się również memu kuzynowi. On również miał podobne sny. Te o wyspie i słowa, które rozbrzmiewały w jego głowie. Koniec tej historii jest niezwykle smutny. Bowiem, wszystko to zdarzyło się naprawdę.
– Naprawdę?!! – przeraził się Tatuś Muminka. – Muszę ostrzec rodzinę!
– Czekaj! – krzyknął za nim Paszczak.
Jednak Tatuś Muminka zbiegał już ze schodów i popędził w stronę domku tak szybko, jak pozwalały mu na to stare nogi. Tymczasem Paszczak zamknął Necronomicon i zamierzał schować ją w kufrze, lecz odezwał się głos.
– Stój.
Paszczak odwrócił się i ujrzał Włóczykija siedzącego w ciemnym kącie.
– Włóczykiju… nie zauważyłem cię… – szepnął Paszczak, czując jak pot oblewa mu skórę.
– Włamałem się przez okno – odrzekł wstając, po czym dodał – Ta księga… Mój pan życzy ją sobie widzieć.
Mimo strachu Paszczaka, naukowiec miał jeszcze odwagę, by się sprzeciwić. Zasłonił kufer i ścisnął Necronomicon w ramionach.
– Nie… nie pomogę twym mrocznym władcom! Po moim trupie…
– Po twoim trupie… – zaśmiał się Włóczykij. – To dobrze się składa.
Raptowny błysk ostrza w dłoni mężczyzny i gładki cios w grdykę Paszczaka. Naukowiec zakaszlał jeszcze, a z jego ust popłynęła struga krwi. Nim opadł na podłogę, już nie żył. Włóczykij był tym razem bardzo litościwy. Wyciągnął księgę z tężejących rąk Paszczaka. Następnie podszedł do okna i spojrzał za biegnącym w oddali Tatusiem Muminka.
– Dla ciebie pani – szepnął.
W domku Muminka, Panna Migotka siedziała w oknie i usiłowała coś uszyć. Mama Muminka odśnieżała ścieżkę prowadzącą do domku, lecz szybko zrezygnowała widząc, że śniegu wciąż się zbiera. Muminek natomiast grał z Małą Mi w zgadywanki, lecz za każdym razem, gdy odpowiedział dobrze, dziewczynka wpadała we wściekłość i gryzła go po ciele. Po kolejnym takim ataku wstał i podszedł do Panny Migotki.
– Ciekawe, kiedy mój tata wróci – rzekł – wyglądał dziś bardzo tajemniczo.
– Hej, czy to nie Ryjek? – spytała Mała Mi, która wdrapała się na drugie okno.
Istotnie w kierunku ich domku szedł Ryjek. Jednak jakiś… dziwny. Szedł niemrawo, ręce zwisały mu bezwładnie, a tępy wzrok wbił w przestrzeń przed nim. Otworzyli mu drzwi, bo pewnie by w nie wpadł. Lecz i tak zaraz upadł. Podnieśli go. Bredził.
– Chyba ma gorączkę – stwierdziła Mama Muminka. – Pójdę do pokoju po ziółka.
Tak też zrobiła. W tym czasie Ryjek się ocknął.
– Nadchodzi! Nadchodzi! – krzyczał.
– Kto nadchodzi, Ryjku? – zapytała przestraszona Panna Migotka.
– Ona! – odpowiedział tajemniczo.
– Ryjku, jak zaraz nie przestaniesz być tajemniczy, to pożałujesz – mówiła Mała Mi.
I rzeczywiście była nieprzyjemna, bo pacnęła go na odlew małą dłonią. Normalnie Ryjek rozpłakałby się, albo obraził. Tym razem jego pyszczek wykrzywił się w niezwykłym gniewie. Złapał za głowę Mi i z całej siły uderzył nią o podłogę. Głowa dziewczynki pękła niczym arbuz uderzony młotem. Migotka obryzgana kawałkami krwi i mózgu odskoczyła krzycząc. Muminek zachował na szczęście zimną krew. Złapał Migotkę za dłoń i razem pobiegli schodami na górne piętra. Po drodze spotkali jeszcze Mamusię Muminka, która z naręczem ziół szła leczyć Ryjka.
Ryjek natomiast ochłonął. Zobaczył co zrobił, rozpłakał się, po czym wybiegł z domku. Nikt go już więcej nie widział. Wyszli po chwili. Uzbrojeni w strzelbę Tatusia Muminka powoli skradali się schodami. Nie było Ryjka.
– Musimy stąd uciekać! – stwierdził Muminek.
– Ale nie bez mojego męża… – rozpaczała.
Przykryli ciało Małej Mi płachtą. Wciąż nie zdecydowali, co będą robić. W końcu Muminek powiedział;
– Zabarykadujemy drzwi i okna deskami, które są na zewnątrz – po czym zwrócił się do Migotki; – Możesz zejść do piwnicy po gwoździe i młotek?
Zgodziła się bez zastanowienia. Otworzyła drewniane drzwi, wzięła do ręki lampkę naftową i powoli zeszła po schodach do muminkowej piwnicy. Znalazła szybko gwoździe, lecz za młotkiem musiała przetrząsnąć jakieś skrzynie. Wtedy ktoś wcisnął jej szmaciany gałgan w usta, przez co nie mogła krzyczeć, a następnie spętał ręce. Napastnik rzucił ją na podłogę. Migotka zauważyła, że jest teraz zapędzona w kozi róg. Osobnik podniósł lampę z ziemi i oczom jej ukazał się Włóczykij. Oblizał się lubieżnie, zaczął rozpinać pasek od spodni, lecz nie zdążył ich zdjąć. Strzał ze strzelby rozerwał jego korpus. Włóczykij jęknął i upadł na kolana. Za nim stał Tatuś Muminka z fajką w ustach.
– Na całe szczęście ufam swej intuicji – oznajmił.
Wrócili do kuchni, gdzie Tatuś Muminka dodał;
– Nie możemy tu dłużej zostać. Na brzegu jest łódź, którą odpłyniemy z tej wyspy.
– Zostawić Dolinę Muminków? – spytał z niedowierzaniem Muminek.
– A czy mamy inne wyjście? Oczywiście, że nie – odpowiedział Tatuś.
Ziemia zaczęła się trząść.
– Nie ma chwili do stracenia! – krzyknął.
Wybiegli z domku. Śnieg padał ze zdwojoną siłą. Nie ubiegli kawałka drogi, gdy ziemia się rozstąpiła, a na ich oczach poczęły się tworzyć bloki z lodu. Mamusia i Tatuś Muminka zjechali do jednej z takich pieczar. Muminek krzyknął za nim, lecz jego głos utknął w śnieżycy. Złapał Migotkę za dłoń i szarpnął, lecz nie zareagowała. Spojrzał na nią. Jej oczy pozbawione głębi wpatrywały się w dal. Lód zaczął tworzyć na niej coś w rodzaju kokonu. Muminek zaczął płakać. Nie mógł już nic zrobić.
Biegł wycieńczony w stronę brzegu. Widział już w oddali łódkę i zbawienne morze. Upadł, po czym wstał ponownie. Wyciągnął dłoń jakby chciał schwycić łódź i przyciągnąć do siebie. Myślał, że umiera, lecz wówczas przed jego oczyma przewinęły się twarze rodziny i przyjaciół, którzy polegli przez to lodowe szaleństwo. Wstał na drżących nogach. Ubiegł jeszcze kawałek, po czym przystanął zrozpaczony. Woda w morzu była zmrożona aż po horyzont. Łódka była tam, lecz w kajdanach lodu. I w oddali, na lodzie, Muminek dostrzegł wysoką istotę, która bez trudu wędrowała w jego kierunku.
Buka…
Muminek tracił ostatki życia wraz z resztkami człowieczeństwa.
Buka objęła sobie dolinę Muminków we wieczyste władanie.
—
Na koniec bonus;
